KSA Alkraków a urlop Vokalów

Sobota. 10 września 2011 r. Godzina 13:43. 

Wybieramy się na urlop, więc z żoną postanowiliśmy sprawdzić, czy do naszego urlopowego wypadu do Zakopanego wykorzystać PKP, PKS, czy nasze solidne KS.
Widząc, że opcja PKP/PKS wiąże się z 12 godzinną przeprawą przez dziki kraj zwany Polską wybraliśmy opcję trzecią, czyli Kia Sorento!

Jakież było nasze zadowolenie z faktu uniezależnienia się od łaski i niełaski transportu krajowego. Uśmiechaliśmy się do siebie cały wieczór i cały ranek następnego dnia. W niedzielę ok. południa spakowaliśmy się, załadowaliśmy do czołgu i w drogę.

Radości naszej nie zepsuły dziurawe drogi, chamscy kierowcy wyścigowych Seicento, ani nawet niedzielni kierowcy wracający (chyba z imprezy) do domów.

Jednak nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło. Radość nasza została całkowicie okiełznana przez nasz wóz opancerzony, kiedy to pruliśmy A4-ką. Jakież zdziwienie pojawiło się na mojej twarzy, kiedy podczas turlania się autostradą z prędkością ok. 150 km/h przestałem nagle czuć parcie fotela na moje plecy. Co więcej, nasz czołg nagle przestał reagować na pedał gazu. Zdziwienia mego nie było końca. Wcisnąłem, więc pedał sprzęgła żeby zredukować, a na obrotomierzu 0x1000 [obr/min]. No to ładnie, myślę. Silnik zgasł. Puszczam sprzęgło – hamowanie silnikiem. Grzecznie włączam kierunkowskaz i zjeżdżam na pas awaryjny. Otwieram maskę, wysiadam z samochodu, podnoszą maskę, a tu smród paliwa! Cały silnik, akumulator, alternator i inne urządzenia zalane ropą. Ojejku! Co ja biedny pocznę? Wyciągam klucze z bagażnika ściągam osłonę silnika. Silnik cały zalany. Żona przekręca kluczyk, a przede mną fontanna ropy. Okazuje się, że cieknie przewód paliwowy od pompy do listwy CR.

Zafrapowany zaistniałą sytuacją, biorę telefon, żeby zadzwonić do PZU Assistance. Holowanie do warsztatu i szukanie nocki. Ale zaraz! – myślę sobie – przecież w Krakowie mamy przedstawiciela KSA (alkraka). Po wielotygodniowych walkach z załączaniem reduktora już wiem, że alkrak jest człowiekiem godnym zaufania. Na pewno pomoże koledze w potrzebie i podholuje pod dobry warsztat w Krakowie. Telefon do alkraka. 15 minut nie upłynęło, jak srebrne Sorento z LED-owymi DRL-ami stanęło przed naszym czołgiem. Z samochodu wysiadł alkrak i powiedział „Szkoda czasu. Składaj się. Holujemy.” I takim sposobem po kolejnych 15 minutach stałem u alkraka pod hacjendą. Żona al’a, Pani Lucyna, zaprasza nas na herbatkę, a po 5 minutach chłonienia ciepłego napoju alkrak dłubie w bebechach mojej Sorci ubabrany po łokcie w smarze i ropie. Szybka diagnoza – PĘKNIETY PRZEWÓD PALIWOWY zasilający listwę CR. Po 3 minutach alkrak trzyma mój przewód w rękach. Oglądamy go usilnie szukając pęknięcia. Nic nie ma! Ale alkrak już jest pewny poprawności swojej diagnozy. Zaprasza grzecznie do domku, gdzie stanowczo stwierdza, iż poddasze powinno nam wystarczyć do przetrwania nocy. Vokalowa z lekkimi oporami zgodziła się na taką opcję. No a skoro ona się zgodziła, to ja również. Po wepchnięciu mojej Sorci na podjazd alkraka udaliśmy się do domu na debatę „Co uczynić, by było lepiej niż jest”. Wymyśliliśmy (przy kilku beskidzkich specjałach zwanych Żywcem i smakołykach Pani Lucyny), że następnego dnia udamy się do serwisu po brakującą część. Z tym postanowieniem udaliśmy się na spoczynek.

Następnego dnia na stole ujrzałem listę zakładów mechaniki w Krakowie wraz z telefonami i godzinami otwarcia. Okazuje się, że alkrak nie mógł spać i od czwartej rano walczył z informacjami w Internecie na temat przewodu paliwowego do Kia Sorento 2,5 CRDi 2003. Kiedy pojawiłem się na dole alkrak wykonywał już „nasty” telefon w mojej sprawie. Okazuje się, że na „rurkę” trzeba czekać dwa-trzy dni. To zbyt długo. Po śniadaniu alkrak bez zastanowienia porywa mnie do swojego czołgu i zabiera na przejażdżkę po sklepach, serwisach, zakładach ślusarskich i złomowiskach. Mimo wielkiego trudu włożonego przez forumowego speca od automatyki nie udaje się nam znaleźć tej części w Krakowie. Znajdujemy jedną rurkę w Starogardzie Gdańskim, ale też trzeba czekać 2 dni. Nie mając wyboru zamawiam przesyłkę kurierem i czekam. 

Następnego dnia alkrak daje mi kluczyki do swojego Passata i mówi: „Jedźcie na wycieczkę. Co macie siedzieć w domu bez sensu? Lepiej zobaczcie Ojców i Zamek w Pieskowej Skale.” Opierając się w przyjęciu kluczyków i dokumentów do al-owego VW, w końcu zostajemy złamani. Wsiadamy do auta i podążamy do polecanej atrakcji turystycznej.

Następnego dnia okazuje się, że oczekiwana przeze mnie rurka została wysłana pocztą listem ekonomicznym, zamiast kurierem. Złości mojej nie było końca. No ale przecież nie można wegetować i nadwyrężać przyjaźni forumowej tak ochoczo oferowanej przez Państwa Alkraków. Za radą gospodarza dzwonię do Admina i proszę o wykonanie ofiarowanej przez Niego już wcześniej przysługi przesłania mi przewodu paliwowego przesyłką konduktorską. Admin bez chwili zastanowienie podąża na swoją, oddaloną 60 km od Warszawy działkę, aby wygrzebać potrzebny przewód i wrzucić go do pociągu. 
Następnego ranka na dworcu PKP w Krakowie z alkrakiem odbieramy przewód i podążamy do Sorci stojącej na drugim końcu miasta. Serce mi wali, ręce się trzęsą. Boję się, że nie będzie pasował. Alkrak na pocieszenie dodaje „To nie ten przewód”. Ręce mi wiotczeją, nogi robią się jak z waty. No to ładnie – myślę sobie – Czyżbym miał takiego pecha? Dojeżdżamy do domu „zgrywusa alkraka”. Szybko biegnę do mojego pękniętego przewodu. Przymierzam. Uff, pasuje. Ale znając moje szczęście jest inny haczyk. Więc podnoszę maskę mojej schorowanej maszyny i przykładam przewód do pompy i listwy CR. UFF, PASUJE !!!. Alkrak prosi mnie o pozwolenie na wykonanie montażu i uzdrowienia mojej Sorci. Zgadzam się i po 3 minutach fachowiec Al woła: „Odpalaj!”. Przekręcam kluczyk. Kręci, kręci, kręci i…… bruuuummmmm. Silnik pracuje!!! Fontanna ropy się nie pojawia. Radości mojej nie znam granic. Ręce mi drżą, ale już wiem, że moja Sorcia znowu śpiewa basem. Alkrak zaprasza nas na obiad zamykający nasze boje z rurką. Po posiłku, spakowani udajemy się do swojego, już czołgu dziękując i przepraszając alkraka i jego małżonkę za kłopot, jaki przysporzyliśmy naszym, bądź co bądź, przymusowym pobytem.

Z tego miejsca z Anetką chcemy bardzo serdecznie podziękować Państwu Lucynie i Aleksandrowi (Alkrakom) za ciepłe i życzliwe przyjęcie nas pod swój dach oraz opiekę jaką zaoferowali podczas naszych trudnych dni w Krakowie. Gorące podziękowania za miły nocleg, wypożyczenie auta, naprawę zegarka :) i poświęcony czas i energię na poszukiwania części i naprawę auta.
Serdecznie podziękowania należą się także Adminowi za bezinteresowną i ekspresową pomoc w dostarczeniu poszukiwanego przewodu paliwowego. Admin oferował swą pomoc już pierwszego dnia naszych bojów. Jednak nie chcąc kłopotać naszego Guru postanowiłem zaufać transportowi krajowemu. Okazało się to być złą decyzją. Admin bardzo ucieszył się, że może nam pomóc i za to mu wielkie dzięki!!!
Same słowo pisane, to za mało żeby wyrazić to, co czujemy. Jednak mamy nadzieję, że to wystarczy na początek :)
KSA Rulez!!!!!!!

A oto wygląd problemu, który nas spotkał.
Zdjęcie wykonano w technologii makro przy użyciu zegarmistrzowskiego szkła powiększającego x10.

Obrazek

 

……………………………………………………………………………………………………


Ciepło sie robi na sercu czytając takie posty,tak trzymac!

Brawo, brawo wielkie ukłony w stronę Alkrak-a, KSAssist działa, oto żywy dowód. 

Alkrak ,Admin :31 super pomoc pełen szacunek dla was za poświęcenie swojego czasu na pomoc koledze, KSA :yes

– :D Jesteś kolejnym już uratowanym przez KSA – gratulacje za poświęcenie dla Admina i Alkraka (kolejność z wiadomych względów taka a nie inna)

 

 

Polski Klub Kia Sorento